Nastepny mecz

Rywal Newcastle Chelsea FC

Newcastle United

-:-
 
11.03.2024
Stamford Bridge, Londyn

Ostatni mecz

Rywal NUFC

Newcastle United

Wolverhampton 3-0
 
02.03.2024
St. James' Park, Newcastle

Tabela Championship

LpDrużynaMeczePunkty
1.Liverpool FC 2660
2.Manchester City 2659
3.Arsenal FC 2658
4.Aston Villa 2652
5.Tottenham Hotspur 2547
6.Manchester United 2644

NUFC.PL zmienia się dzięki Wam!
Zapraszamy do korzystania z nowego systemu komentarzy, o wiele więcej zmian jest coraz bliżej.

NUFC - dolacz do nas

NUFC.PL tworzą kibice dla kibiców. Przyłącz się do nas i pomóż sprawiać, że strona staje się dla Was lepsza!
Kontakt przez dział Współpraca lub wiadomość na Facebooku.

26 lipca 1997 roku, w meczu Newcastle z Chelsea Londyn (rozgrywanym w ramach przedsezonowego turnieju Umbro) nabawiłem się fatalniej kontuzji kostki. Wróciłem do gry 17 stycznia 1998 w spotkaniu przeciwko Bolton'owi. Nie grałem w piłkę dokładnie 172 dni. To była najdłuższa, a zarazem najgorsza przerwa w mojej zawodowej karierze. Jestem silny psychicznie i potrafię walczyć z przeciwnościami losu, na przykład poprzez pozytywne myślenie, dlatego starałem się żyć na pełnych obrotach przez te długie sześć miesięcy, kiedy byłem "na aucie".
Brałem udział w wielu różnych pozaboiskowych akcjach klubu i z wielkim zaangażowaniem przystąpiłem do programu rehabilitacyjnego. Bardzo mi zależało na szybkim powrocie do zdrowia. Tuż po tym, jak doznałem tego urazu, lekarze stwierdzili, że będę mógł wrócić na boisko najwcześniej w marcu. To, że udało mi się to wcześniej, było dla mnie powodem do ogromnej dumy. Prasa mówiła o "cudownym powrocie", ale mogę Was wszystkich zapewnić, że nie było w tym magicznego przesłania. Udało mi się wykurować, bo bardzo tego pragnąłem i włożyłem w to mnóstwo sił. Ciężką pracą swoją i innych, którzy pomagali mi przez cały ten czas, osiągnąłem coś, w co chirurdzy nie mogli uwierzyć.
Tak czy inaczej przechodziłem wtedy poważny kryzys. Biegacze nazywają to "waleniem głową w mur" - biegną, pokonują kolejne odcinki trasy, ale w pewnym momencie docierają do psychicznej granicy wytrzymałości, którą ciężko pokonać. Ja osiągnąłem tę granicę w połowie grudnia 1997 roku. Nigdy wcześniej nie czułem się tak zrezygnowany i bezradny. Byłem ciągle obolały po tych wszystkich ćwiczeniach rehabilitacyjnych. To był dla mnie straszny okres. Lainya i najbliżsi przyjaciele wiedzieli, że nie czułem się sobą, mimo że w mediach zgrywałem pewnego siebie i odważnego. Ciągle myślałem o swoich poprzednich kontuzjach, szukałem w pamięci podobnego załamania. Chciałem pokonać jakoś ten pesymizm. Ciągle powtarzałem sobie, że na świecie żyją ludzie z dużo większymi problemami i że muszę wziąć się w garść, ale to niestety nie było takie łatwe. Nie jestem przecież jakimś zaprogramowanym robotem, który przechodzi przez życie jak automat. Niektórzy ludzie tak mnie postrzegają, ale ja też mam chwile załamania. Znajomi powtarzali mi, że to tylko kwestia czasu, że już niedługo wrócę do siebie. Łatwo było im mówić, ale dla mnie każdy kolejny tydzień bez piłki był jak wieczność.
Wcześniej, nim złapałem te chandrę, wszystko szło zgodnie z planem. Miałem może jakąś chwilę zwątpienia, ale zależało mi na powrocie do zdrowia, miałem siłę do walki. Dzień po operacji ułożyłem sobie w głowie cały plan działania. Postanowiłem ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć! Wypowiedziałem wojnę tej kontuzji. Zapadły mi w pamięć słowa naszego klubowego lekarza w Newcastle, Rob'a Gregory'ego - "Alan, to nie będzie łatwe. Nie spodziewaj się cudów albo jakichś skrótów. Musisz być bardzo cierpliwy". I rzeczywiście przez pierwszy miesiąc musiałem być bardzo cierpliwy, bo siedziałem całymi dniami z nogą w opatrunku. Czasami tylko kuśtykałem o kulach po domu, żeby powoli wprawiać moje kolano do normalnego funkcjonowania. To było straszne...

[ Wróć ]